niedziela, 31 grudnia 2023

Chmurne dni - wspomnienie z Zielonej Doliny...


 

Tym obrazem kończę rok 2023. 

Wspomnienie - z pleneru w roku 2017, w Bronikowie w niedziałającym już chyba 

ośrodku Zielona Dolina, koło Młynar, kawałek za Elblągiem. Spotkałem tam  wielu 

ciekawych ludzi..., a klimat był wyjątkowy. Poza tym, to naprawdę była dolina 

dolina w depresji pomorskiej, czyli znajdowaliśmy się sporo poniżej poziomu morza...

Stąd i widoki chmur były jakby szczególnie wyjątkowe... 

czwartek, 28 grudnia 2023

Ikar I - kwestia doboru piór koloru...

Pierwsza z trzech wersji tematu..., wszystkie są metaforyczne i każda zupełnie inna... 

I..., tym razem obok obrazów powstały i teksty. Właściwie nie wiem czym jest ten tekst,

ani to klasyczne opowiadanie ani bajka na dobranoc, ani esej ani wiersz typowy.

Ot, coś pomiędzy. 


Ikar I - kwestia doboru piór koloru..., olej, płótno, 
130x50 cm, rok 2023. Podtytuł u dołu...

 Ikar I – Kwestia doboru piór koloru…


W dali ogromne zwały wielobarwnych chmur, na pierwszym planie, na niewielkim

pagórku, stoją dwie dziwnie odziane postaci. Mniejsza w czerni aksamitnej od stóp

i tylko czerwona czapeczka na głowie. Obok zaś chudy mężczyzna w szerokim

kapeluszu i w czerwonym długim płaszczu. Mniejsza z postaci rękę wyciąga 

i krzyczy:

- Mistrzu mój, co za pogoda, nie boisz się tych okropnych chmur? Są czarne, sine, purpurowe i dziwnie, niepokojąco niebieskie!

- Spokojnie uczniu mój, zaraz cię stąd zabiorę, w dom mój, gdzie ciepło jest
i bezpiecznie, lecz najpierw wznieś wzrok odważnie, wyżej i jeszcze i patrz uważnie!

- O tam, o tam, Mistrzu mój, wysoko, gdzie słońce świeci, widzę dwa wielkie ptaki,
biały jest jeden, a drugi całkiem czarny! Mistrzu, ten czarny chyba chory,
bo gubi pióra, co i rusz!

- To nie są ptaki uczniu mój, spójrz proszę, jeszcze raz.

- Teraz widzę jakby dwa ciała, pomiędzy szerokimi skrzydłami, anioły to może,
ten dobry i ten co zły, i ich odwieczny bój? Czarny chyba przegrywa, zaraz
niechybnie spadnie on w dół!

- Nie, uczniu mój, to nie są anioły a ludzie, ojciec i syn i nie bój się tak,
ta historia nigdy się nie kończy, niesie ich wiara setek pokoleń...
Oto białymi skrzydłami przybrany jest Dedal – ociec i skrzydeł pomysłodawca,
a bliżej i niżej jest Ikar - jego nieszczęsny potomek. Obaj w wiecznym podniebnym
tańcu spleceni, wciąż blisko i zawsze zbyt daleko…
Lecz czego mit nie głosi, nie poszło o lot zbyt wysoki. To jest tylko kwestia 
doboru piór skrzydeł koloru…

- Nie patrz tak uczniu mój, naucz się uważniej świat oglądać, badać, rozumieć,
kojarzyć i zbierać doświadczenia. Każdy drobiazg może mieć dla ciebie
kluczowe znaczenie, a każda rzecz pozornie ogromna, może być jak błahostka,
kompletnie nieistotna… Widzę jak na nich patrzysz, patrz też na chmury, podziwiaj
paletę barw i ruch powietrza, patrz jak zbliża się do nas, jak coraz większy cień
rzuca ku Ziemi… Zapamiętaj ten moment, gdyśmy maleńcy wobec sił natury!

- Mistrzu mój, ja ciągle nie rozumiem, czemu to kwestia doboru piór koloru!?

- Dedal przełamał prawa natury, nie całkiem, na chwilę, lecz dzięki temu przeszedł
do wieczności tak, że nawet syna porwał w bezmiar czasoprzestrzeni, a czemu,
pytasz, o, to proste uczniu mój.
Choć słońce wszystkich tak samo razi, biały kolor promienie odbija, wosk i smoła,
które pióra spoiły, dobrze się trzymają i gdyby nie los syna wiecznie zagrożony,
Dedal lecąc mógłby już tylko podziwiać - świat u stóp i potęgę chmur…
lecz czarny kolor słońce przyciąga, pochłania jego promienie, mechanizm się bardzo
rozgrzewa, wosk topi, smoła rozlewa, a pióra wypadają, choć pojedynczo, choć powoli,
lecz bez wątpienia.

- Lecz powiedziałeś Mistrzu mój, że nie mam się bać, że nic się nie stanie!

- Lecą już niemal 3 tysiące lat i zapewne polecą jeszcze jakiś czas, lecz…,
nic nie jest pewne uczniu mój. Gdy niesie się opowieść, dopóki pamiętamy mit,
Ikar unosi się na wietrze.
Gdybyśmy zaś kiedyś nie chcieli dostrzec morału, gdybyśmy ojców i mistrzów
swych przestali słuchać, wówczas Dedal odleci w dal, a ikar..., jednak spadnie.

Tu pomruk burzy przetoczył się po niebie, chmury cień swój rzuciły na ludzi,

a obaj mitem uniesieni - i ojciec i syn - przestali być widoczni.

- Uczniu mój, chodźmy już, dom czeka, i strawa ciepła i koc, i lepiej w taki czas,
do szyby – co najwyżej – nos przykleić…

I poszli.

Koniec.


niedziela, 10 grudnia 2023

W podróży - najważniejsze są dobre buty...

 

W podróży, najważniejsze są dobre buty..., 
olej na sklejce - dawniej "tył" lustra, 
120 x 40-30 cm, 2023.



Link do podstrony Cyklu malarskiego - "Obecności" - cyklu, do którego ostatnio wróciłem,

po blisko dekadzie przerwy..., co, sądzę, widać już choćby w kolorystyce i nastroju prac 

starszych i nowych:

 https://pawgalmal.blogspot.com/p/obecnosci.html



środa, 6 grudnia 2023

Po burzy...

 Obraz ten namalowałem i wystawiłem w roku 2021. 

Pełny tytuł: Sierpień, po burzy...

Sierpień, po burzy, olej, płótno, 70x50 cm, rok 2021



Link do podstrony prezentującej wybrane krajobrazy - dostępnej też z poziomu górnego 
paska pod banerem - pt. "Pejzaże - krajobrazy": 





wtorek, 5 grudnia 2023

I kolejne opowiadanie...

Tak, oto kolejne opowiadanie - tym razem przerobiona nowa wersja opowiadania wrzuconego

kiedyś na inną, dziś już nie działającą stronę www - zarazem pierwsza część cyklu, obecnie

mającego już pięć odsłon, a zapewne, nadal nie jest to cykl skończony... 

Zapraszam! 

https://ptgalinski.blogspot.com/2023/12/cykl-domek-z-ogrodkiem-cz-1.html


P.S. 

Gdybyście dziś zaglądali na podstrony tego bloga - umieszczone w trzech..., górnych 

paskach pod banerem - przepraszam z góry za to, że treści mogą się zmieniać. 

Właśnie pracuję nad ich uaktualnieniem, poprawieniem formalnym czy stylistycznym, 

lub / i dodaniem większej ilości przykładów malarstwa do podstron podzielonych 

na cykle tematyczne. Zachęcam wprawdzie do ich przeglądania, zwłaszcza w nowej 

odsłonie - ale tę dokończę prawdopodobnie dopiero w czwartek lub piątek. Oczywiście,

najbliższe. 


wtorek, 28 listopada 2023

Siedem kotów, coś innego i pareidolie...

 Taaak..., dzisiaj..., właściwie nie wiem - czasami, pomiędzy projektami - dla mnie 

- tradycyjnymi - pojawia się pomysł "znikąd", żart, surrealizm i... inne kwestie.

Tak było i tym razem - nie wiem do jakiego gatunku artu zakwalifikować ten obraz

(prawie skończony, parę drobiazgów mu jeszcze brakuje, ale to..., och drobiazgi).

Siedem kotów (ras i nie-ras różnych), coś innego (sam nie wiem, co), oraz..., jeśli 

ktoś to lubi, chmury z zawartymi w nich kształtami..., czego, nie powiem... ekhm. 

Akryl na płótnie (lnianym, grubym, gęsto tkanym i własnoręcznie gruntowanym), 

70 x 70 cm, rok 2023. 

7 kotów, coś innego i..., akryl, 70x70 cm, 2023


poniedziałek, 27 listopada 2023

Aleksandra Szwabe

Nie wiem czemu, ale zupełnie zapomniałem wrzucić portrecik wykonany

na jubileusz urodzinkowy mojej cioci: Oli / Aleksandry Szwabe (z domu Kapich),

z Tczewa - od lat mieszkającej w Niemczech.

Według zdjęcia, olej, płótno, 40x50 cm, rok 2023.

Aleksandra Szwabe, olej, płótno, 2023


wtorek, 7 listopada 2023

Śpiąca królewna...

 Szanowni państwo, oto kot...

Właściwie kotka, Misia. Częściowo według zdjęcia, częściowo, bo oczywiście tło zmyślone, zarazem trochę eksperymentalne. Akryle, 70x70 cm, rok 2023. 

Misia, albo Śpiąca królewna, akryl, płótno na płycie, 70x 70 cm, rok 2023
 

Wkrótce kolejne, tegoroczne prace... 

Postaram się - choć jestem ciut zajęty - wrzucać codziennie lub co drugi dzień albo skończone nowe prace, albo wracając do dawnego cyklu "Robi się..." prace na określonych etapach "zrobienia". 

środa, 27 września 2023

Czas sztuki - część 2 - Dobry początek (lata 2002 - 2004).

Na razie to ostatnia część tekstów o charakterze autobiograficznym, 

będą publikacje od roku 2027 - ale w zupełnie innej formie: 


Latem roku 2001 skończyła się szkoła. Minęło kilka kolejnych miesięcy

tego roku, przyszły święta i rozpoczął się pierwszy rok mojej twórczej 

samodzielności. 

W międzyczasie jeździłem jeszcze dość często do Gdańska, do omawianej

w skrócie pracowni przy stoczni gdańskiej. Poza tym przygotowywałem 

sobie miejsce do pracy w domu i..., rozpocząłem ustawianie, szkicowanie, 

fotografowanie własnych martwych natur, pejzaży - ponieważ podówczas 

były to moje ulubione tematy malarskie. Między innymi, powstały zręby 

cyklu o trochę poetycznym charakterze, lekko symbolicznym, z barokowo

silnym światłocieniem, pt. "Nokturny" - z tym, że u mnie były to nocne...,

martwe natury. Rok 2002 stał pod znakiem wędrówek po okolicy Tczewa, 

malowania obrazów samego Tczewa, panoram, okolicy, wypraw z wędką, 

i malowania. Niemal codziennego malowania. 

Jakoś tak się złożyło, że podówczas nie znałem właściwie tczewskiego

środowiska twórczego. 

Trzeba było to zmienić. 

Zatem jeszcze pod koniec roku 2001 zacząłem śledzić gdzie i kto i co się 

w Tczewie dzieje. 

Tak od sytuacji do sytuacji, od rozmowy do rozmowy, zorganizowałem sobie 

pierwszą, przekrojową wystawę indywidualną - w filii głównej tczewskiej, 

Miejskiej Biblioteki Publicznej - ówcześnie dysponującej drugą co do wielkości 

salą wystawienniczą w mieście - w samym centrum tczewskiej starówki.

Ponadto wystawy w tym miejscu miały długą tradycję, odbywało się ich 

co najmniej kilka każdego roku. 

Wernisaż miał miejsce 8 marca roku 2002 - i też od tego momentu, bez żadnych 

wątpliwości (choć myślę, że już co trzeba udowodniłem wcześniejszymi postami), 

mogę sobie policzyć start swojej już całkiem, indywidualnej drogi twórczej. 

Poniżej kilka skanów / zdjęć: 


Okolicznościowa księga wpisów - pierwszą stronę przygotował Wiesław Tocha - niestety

nieżyjący już - wieloletni plastyk i osoba pracująca z artystami podczas przygotowywania

ekspozycji w bibliotece. 

Ja i obrazy..., jak widać "tuszę" miałem "pokaźną" ekhm... 

Zdęcie z wieszania wystawy kilka dni przed wernisażem.

Plus nieco pokazanych prac: 











Wystawa została dobrze przyjęta, artystów lokalnych było na niej sporo, ot..., większości 

jeszcze nie znałem, a oni przyszli, popatrzyli i na razie nic z tego nie wynikło. 

Co nie znaczy, że w ogóle nie było efektów, ależ były, bezpośrednie, pośrednie...,

a także, zaraz potem załatwiłem sobie kolejne. Także dzięki tej wystawie, wkrótce 

później mogłem wziąć udział w drugim plenerze malarskim.

Pierwszym w Tczewie - drugim w ogóle, o tak powinienem powiedzieć. Zdjęć prac 

pokazanych - kilku niewielkich panoram Tczewa zza Wisły - nie mam, ale mam ślad taki:


W roku 2002 miałem jeszcze jedną wystawę indywidualną, w holu Urzędu Miejskiego,

tczewskiego ratusza - dotyczącą wyłącznie architektury Tczewa. Dokumentację foto

robił znany tczewski fotograf Zaczyński (już niestety nie żyjący). Problem w tym, że 

jedyną kopię cyfrową "pożarł mi" wirus komputerowy, który "spalił" twardy dysk 

pierwszego domowego PC-ta, jeszcze wiosną roku 2006. I tak jakoś wyszło, że do tego 

czasu Pan Zaczyński negatywu nie znalazł, kopii cyfrowej nie miał, i tak oto, z bardzo

fajnej wystawy i wielu prac, które potem też się co do jednego rozeszły, nie pozostała

żadna fotografia - ślad oczywiście jest w archiwach UM w Tczewie, ale to tutaj nic 

nie zmienia. Wystawa trwała od lipca, do końca sierpnia roku 2002, a i tu anegdotkę 

rzucę - dwa obrazy zostały skradzione, dwa z trzech, które wcześniej pokazałem podczas

wystawy poplenerowej... Ktoś chciał je mieć - nie płacąc - tak bardzo, że zaryzykował

wyniesienie ich, w biały dzień, z holu Urzędu Miejskiego... 

Latem - o czym nie pisałem wcześniej - długi czas (kilka tygodni) spędziłem jak co roku

z dziadkami i innymi krewnymi w domku letniskowym w Brodnicy Dolnej, opodal 

Ostrzyc na Kaszubach. Domek ten historię miał dość złożoną, ponieważ, m.in., 

w przeszłości poprzedniego ustroju, zwłaszcza w pierwszej połowie lat 80' XX wieku 

gościli w nim tacy ludzie jak Pan Mazowiecki... i wiele innych, znanych nazwisk

Solidarności. Domek należał bowiem do siostry mojej śp., Babci Zosi, Ireny Hall, 

mamy "tych Hallów". To dla mojej opowieści nic nie znaczy, ot, taka ciekawostka. 

Ja na szczęście nie angażuję się w żadną politykę, wręcz trzymam się od tego świata 

tak daleko jak się da - i dla mnie tamto urokliwe miejsce miało całkiem inny wymiar. 

Robiłem szkice, fotografowałem co się dało, łaziłem po morenowych kaszubskich 

wzgórzach, łowiłem ryby, zbierałem grzyby, obserwowałem wodne ptaki, jaszczurki, 

liczne płazy... Raz nawet pływając łódką utopiłem w tym jeziorze aparat mój

pierwszy - czyli Feda. Na szczęście było to już przy brzegu, aparat podbierakiem z dna

zgarnąłem, na brzegu rozłożyłem na ile się dało, osuszyłem, złożyłem z powrotem i..., po

kłopocie. Dzisiejszy smartfon lub zaawansowana cyfrowa lustrzanka byłyby do wyciepania

na śmietnik, a fed, jako całkowicie mechaniczny - wystarczyło jedynie przesuszyć 

na słońcu i działał dalej, ba działa i dziś. 

Po wakacjach, które dla mnie były po prostu krótką przerwą od tczewskiej codzienności, 

wróciłem by malować... Może to się komuś - kto nie maluje - wydać jakoś takoś

monotonne, tak ciągle tylko maluje i maluje i co to kogo obchodzi..., ale to tak samo 

dotyczy każdej pasji, każdego hobby. Spytacie czy żyłem czymś jeszcze, zawodem jakimś, 

albo pasją inną? Wówczas wszystkie inne były już zupełnie drugoplanowe - robiłem 

w końcu to, co zawsze robić chciałem...

Tak - w dużym skrócie, minął mi rok 2002 i rozpoczął się 2003. 

Drugi rok mojej twórczej ścieżki obfitował z znacznie większą ilość zdarzeń o charakterze

artystycznym, tak, że nawet na ryby jeździłem mniej i wakacje nie były tak ekscytujące...

Zaczęło się, tym razem, w maju - wystawą indywidualną - a jakże - w sali na poddaszu

Tczewskiego Centrum Kultury - podówczas jeszcze największego i najważniejszego 

ośrodka kulturalnego w Tczewie. Poniżej kilka zdjęć z wystawy i obrazów, co nie co: 

Plakat



Oto ja, całe 49 kilo wagi. Żaden garnitur nie był zbyt mały, ani nawet obcisły... ehm, ehm. 

Przemawia Pani Wiesława Quella, ówczesna Dyrektor TCK. 


























Pierwsze moje prace z serii Vanitas - "Zbyt twardy orzech", olej na płycie, 2003

Vanitas, olej, płyta, rok 2003

Iluzje, olej, płótno, 30x40 cm, rok 2003

Jabłko Adama, olej, płyta, 2003

Plus kilka pierwszych prac cykli nieco..., innych: 


Metafory I - Spadek, olej na płucie. 

Kody - kompozycja pierwsza, pt. Ikar
w tym przypadku tu jest dosłownie, 
metaforycznie i symbolicznie napisane,
słowo "Ikar" - w tym, moim autorskim 
szyfrowaniu - pod każdy znak pisma podstawiony 
jest emblemat pojedynczego szklanego przedmiotu...

Nad przygotowaniem prac na tą wystawę pracowałem od jesieni do kwietnia, a łącznie 

pokazałem około 60 prac, w tym nieco z roku 2002, powyższe i nieco innych, które 

jednak pokażę za chwilę, przy okazji innych wydarzeń roku 2003. 

Wkrótce po zakończeniu wystawy odbywał się kolejny plener malarski w Tczewie.

Uczestniczyłem w nim i nie tylko, bo tym razem, podczas wystawy poplenerowej 

zdobyłem nagrodę publiczności "za Najlepsze obrazy pleneru". Zdjęć tych prac 

niestety nie posiadam, pokażę więc tylko, tradycyjnie - dyplom z udziału: 


Podczas wernisażu, zaraz po ogłoszeniu wyników, podszedł do mnie bardzo wysoki 

(jak sam mówił 2 metry i 10 cm za grzywkę), przedstawiając się jako Janusz Mokwa, 

tczewski malarz prowadzący grupę uczniów w Sekcji Plastycznej w Spółdzielczym

Ośrodku Kultury w Tczewie, zaprosił mnie do swojej sekcji, obiecał pomóc na starcie...

Szczerze pisząc, po szkole, ledwie rozpocząwszy samodzielne działanie, nie miałem 

specjalnej ochoty by wchodzić w nieznane mi środowisko, uczniem ponownie też nie

widziało mi się być, więc, podkreślam, bo będzie jednak ciąg dalszy - w tamtym 

momencie było miło, ale zaraz o tym zapomniałem. 

Zwłaszcza, że w tym samym miesiącu (czerwiec), odbywała się również wystawa 

zbiorowa związana z tczewskim Festiwalem Twórczości Sakralnej, a także towarzyszącym 

konkursem plastycznym, w którym na starcie - jak się dowiedziałem - jestem wyróżniony 

i mogę przedstawić więcej prac w postaci wystawy indywidualnej w prezbiterium kościoła

tzw. "Szkolnego" (przy budynku dawnego klasztoru żeńskiego - a współcześnie siedziby 

szkoły muzycznej w Tczewie), pod wezwaniem św. Stanisława Kostki. Jako, że moje 

obrazy wyróżnione były martwymi naturami z wspomnianej serii "Nokturnów", takie 

też pokazałem i taki był tytuł mojej ekspozycji. Jedną z nagród był również magnetofon

Sony, z radiem i paroma, ówcześnie, nowoczesnymi bajerami jak odtwarzacz CD, wtedy

całkiem droga rzecz. I trwała dość. Był rok 2003, magnetofon i CD już nie działają jakąś 

dekadę..., ale radio, owszem. Aby się już w tym poście nie powtarzać dodam, że w roku 

2004, a nawet, wybiegając nieco w przyszłość, w 2005, podczas FTS - u miałem kolejne

wyróżnienia, a zatem też wystawy - jak wyżej. A poniżej, w wyborze zdjęć prac, dodaję 

wykonane między rokiem 2002 a 2004. 

Poniżej co nie co o wystawie i parę prac: 















Żeby mi się nie "nudziło", wkrótce po tej wystawie była kolejna zbiorowa wystawa,

tym razem absolwentów szkoły podstawowej nr.  11 w Tczewie, a jakoś takoś się 

złożyło, że przez 11 przeszło sporo zdolnych ludzi - m.in. absolwentka ASP w Gdańsku,

(przy okazji młodsza siostra wspomnianego wcześniej przyjaciela z podwórka Marcina), 

Monika Polak, a i znany surrealista Jarosław Kukowski i jego przyjaciele - uczniowie, 

jak Piotr Lemke, czy Andrzej Hrynkiewicz. Jestem nieco od tej trójki młodszy, ale też 

tę samą szkołę kończyłem i inni, których nie wymienię, bo nie pamiętam kto jeszcze

uczestniczył - i nie traktujcie tego jako coś złego, przytyk, czy krytykę, ot, po prostu, 

tyle lat minęło... 

Jarosława Kukowskiego i jego znajomych poznałem zresztą też w roku 2003, 

tu także była próba wciągnięcia w poczet uczniów, i i z tej propozycji, nie skorzystałem.

Lecz nie była to - jak różne zawistne mendy potem sugerowały, ani arogancja, 

ani wrogość, ani cokolwiek złego, po prostu wydawało mi się wówczas szczęśliwym

pomysłem, by jednak iść, wyłącznie, własną drogą...

Jednak podówczas, gdy lato się kończyło, a ja już miałem w planach kolejną 

wystawę grupową w Tczewskim Centrum Kultury (Dziś CKiS), znajomość 

z Jarosławem Kukowskim pozwoliła mi (we wrześniu), wziąć udział w wystawie 

grupowej - przez niego zainicjowanej - CK w Gdańsku Oruni. 

Następnie, jako, że na coś takiego odpowiedzieć można tylko wzajemnością,

zaprosiłem Jarka - i znajomych jego - Piotra i Andrzeja do udziału we wcześniej 

już przygotowywanej wystawie we wspomnianym TCK - gdzie obok

wymienionych i mnie - uczestniczyli członkowie istniejącej podówczas w Gdańsku 

grupy  "Oddział Klasy Trzeciej", a to: Oskar Zamek - Gliszczyński i Artur Owczarek,

Maria Feret (obecnie Kiszkurno), którą poznałem w pracowni koło Trzech Krzyży, a

Mateusza Wysieckiego w omawianej Akademii Multimedialnej.





Była to wprawdzie ostatnia wystawa roku 2003, ale tu poszedłem bardziej za tokiem myśli

 niż chronologią, albowiem..., miesiąc wcześniej odbyła się druga moja wystawa 

(indywidualna) w roku 2003 - w Osiedlowym Domu Kultury "Suchostrzygi", SM 

W Tczewie. Wystawa - prze ze mnie - nie planowana. 

A to było tak. 

W okolicach wystawy w  Gdańsku Oruni dostałem telefon od...,

wspomnianego wcześniej Janusza Mokwy, który niniejszym oznajmił mi, że, aby 

zachęcić mnie do swojej Sekcji Plastycznej właśnie załatwił mi wystawę indywidualną

w danym miejscu. I wernisaż będzie raptem za jakieś 10 dni... 

Byłem z początku nieco zaskoczony, bo o rozmowie czerwcowej po prostu zapomniałem,

ale..., takim propozycjom (zwłaszcza na starcie samodzielnego działania), się nie odmawia.

Wówczas jednakże, choć nadal nie byłem przekonany, czy chcę być w Sekcji Janusza,

niemniej, wystawa się odbyła, posiedzieliśmy prawie do drugiej w nocy (!), 

pogadaliśmy i..., od listopada 2003 stałem się częścią Sekcji Plastycznej 

pod egidą Janusza Mokwy.  


Prac pokazałem ponad 50, trochę pokazanych już wyżej, ciut takich, których zdjęć niestety 

nie mam, plus kilka, które dla odmiany, w swoim archiwum posiadam:








I tak to przebiegł mi prędko, pełen zdarzeń i zmian nie przewidzianych, rok 2003.  

I nadszedł kolejny - zarazem ostatni z dziś omawianych. 

W roku 2004 także sporo się działo, a to plener Tczewski kolejny, pierwsza wystawa

(dla mnie pierwsza) zbiorowa członków Sekcji Plastycznej - w drugim podówczas jeszcze

działającym Osiedlowym Domu Kultury - "Śródmieście" - SM w Tczewie, oraz kolejne 

wyróżnienie podczas Festiwalu Twórczości Sakralnej. 

Szerzej opiszę wystawy dwie, a właściwie trzy...

Najpierw wiosenne wystawy - z inicjatywy Janusza Mokwy - wystawy z lat 2004 i 2005,

z cyklu "Dwa Spojrzenia", w których uczestniczyła Babara Motyl - Tecław (i ja). 

Wystawa w sporej sali ODK "Suchostrzygi" pozwoliła nam pokazać sporo prac, tak, 

że wypełniła zalety i wystawy grupowej i indywidualnego pokazu prac obojga uczestników. 

Poniżej nieco zdjęć - też z obu edycji:









Drugą / trzecią wystawą, o której "ciut" wspomnę - była druga wystawa przekrojowa, 

indywidualna, w Miejskiej Bibliotece Publicznej - która odbyła się w październiku 

roku 2004: 












Była to zarazem ostatnia wystawa w roku 2004 - na ścianach wisiało ponad 80 prac,

od widocznych miniatur po spore kompozycje, z których niewielką część pokażę 

jeszcze poniżej: 










Czas pracy, olej na płótnie, rok 2004 - autorska kompozycja, autoportret 
przy pracy, wykonany w pracowni Sekcji Plastycznej przy ODK "Śródmieście", 
SM w Tczewie. 



Ogólnie, rok 2004 był..., rokiem bardzo owocnym, podczas którego wykonałem wiele 

dobrych prac, działo się mniej może niż w 2003, ale..., niektóre z wydarzeń znacznie 

lepiej owocowały w nieodległej i dalszej przyszłości. 

Był to też rok, w którym bardzo dużo wędrowałem po okolicy, byłem też na Kaszubach,

i w wielu innych miejscach, ale to są sprawy mniej istotne - ważne by wspomnieć, że 

był to od lat pierwszy rok, gdy czułem się naprawdę dobrze. Ogólnie rzecz ujmując. 

A na koniec "troszkę" inaczej - czyli cykl abstrakcji (lata 2003 i 2004)...

Wszystkie wykonane w technice akrylowej, na papierze lub tekturze, formatu 70x50 cm. 












Koniec części 6..., ciąg dalszy nastąpi, prawdopodobnie w postaci  e-booka,

w roku 2027